Tag Archives: dawno temu w ameryce

szybko #c’era una volta

1. Dawno temu w Ameryce (Leone, 1984). Bardzo lubię ten film, ale po obejrzeniu go ostatnio po raz n-ty doszedłem do wniosku (pewnie częściowo wskutek syndromu n-tej lektury*), że Leone zrobił po prostu historię o serii erotycznych porażek. A jeżeli nie porażek, to przynajmniej niespecjalnie udanych aktów seksualnych. W jego ujęciu Klucha i spółka to gang najbardziej pechowych kochanków w dziejach ludzkości. Albo zjadają swoje przepustki do majtek dziewczyn (scena z kremówką), albo za szybko dochodzą (pierwszy raz na koszt dzielnicowego), albo w ogóle nie mogą dojść (napad na jubilera), a kiedy już się wydaje że Klucha w końcu wydupczy Deborę (wbrew jej woli, no ale cóż…), to szofer zatrzymuje się i każe wysiadać. Ostatecznie o jedynym w całym filmie udanym numerku (przejażdżka karawanem po tym jak Noodles wychodzi z więzienia) dowiadujemy się po fakcie z luźnej uwagi rzuconej przez rudą truposzkę. I nawet jeśli doszukiwanie się porażek seksualnych w DTWA jest trochę jak twierdzenie, że Top Gun opowiada o homoseksualnej miłości (a przecież wszyscy wiedzą, że przede wszystkim opowiada o… yyy… ściganiu się myśliwcami… chyba?), to nie wolno zapominać, że głównym bohaterem ostatniej części amerykańskiej trylogii Leone jest żyd z Nowego Jorku. Więc…

A co do słynnej teorii, według której cały wątek w roku 68 jest opiumowym snem Kluchy mam jedno pytanie: jakim cudem Klucha w 1933 przewidział, że w 1968 będzie istniała piosenka Beatlesów pt. „Yesterday”, że Nowy Jork będzie miał logo z Wielkim Jabłkiem, że Robert Indiana zrobi rzeźbę LOVE, itd…?

2. Garść dynamitu (Leone, 1971). Wątki lewicowe w różnych formach przewijają się przez całą trylogię (nazywaną przez niektórych marksistowską historią Ameryki – taaaaa…), ale tylko tutaj maestro pozwolił sobie na umieszczenie ich w fabularnym, emocjonalnym, tematycznym, etc centrum. Rewolucja Meksykańska, Pancho Villa, cytat z Mao, James Coburn jak pirotechnik IRA. Głębokie toto nie jest, ale broni się takimi sekwencjami jak sam początek z „zemstą chłopów”.

3. Dawno temu na dzikim zachodzie (Leone, 1968). Leone kocha kicz. Może w „Ameryce” tak bardzo tego nie widać, ale już w „Dynamicie” i „Zachodzie” są takie momenty, że w promieniu kilometra trzęsą się święte obrazki. Szczególnie kiedy w kadrze pojawia się Charles Bronson. Spalony na brązowo jeździec znikąd z nieodłącznym bananowym uśmieszkiem – kiedy gra na harmonijce to muzyka aż dobiega z offu, bo gdyby dobiegała z harmonijki to by było zbyt normalne.

* przy każdej kolejnej lekturze dostrzega się coś nowego. więc przy n-tej lekturze pozostają już tylko dziwne szczegóły

Reklamy