#popcorn

1. Maczeta (Rozdriguez, 2010). Rodriguez kręci 3 rodzaje filmów: genialne pastisze, historyjki dla dzieci (Mali Agenci?) i rozwlekłe jatki, w których zdarzają się fajne sceny, ale tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi (Dawno temu w Meksyku). Maczeta wpisuje się niestety w tą ostatnią kategorię – film jest mało wciągający, ma kiepskiego bohatera, krew nie leje się hektolitrami, a w powietrzu nie latają flaki. Co zawiniło – Pomysł zrobienia filmu z trailera? Drugi reżyser? Brak Tarantino? A może nadmiar pro-meksykańskiej ideologii?

2. Carlito’s Way (De Palma, 1993). To wszystko już gdzieś (głównie u Manna, Scorsesego i w Człowieku z Blizną) było, ale dobre greckie tragedie mają to do siebie, że nie potrzebują i w gruncie rzeczy nie pozwalają na specjalne eksperymentowanie. Rola De Palmy sprowadza się do odpowiedniego doboru klisz i wyszlifowania ich na wysoki połysk. Dorzuca się do tego kilka sekwencji, które można oglądać w nieskończoność i gotowe.

3. Battle Royale (Fukasaku, 2000). Mam nadzieję, że w amerykańskiej wersji wytną to pastelowe zakończenie, w którym kompletnie nie wiadomo o co chodzi, kto kogo kocha, lubi, szanuje… I że u amerykanów też wystąpi Kitano.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s