cq (2001)

reż. Roman Coppola
scen. Roman Coppola
wyst. Jeremy Davis, Angela Lindvall, Elodie Bouchez, etc

Pamiętacie te czasy kiedy w Cinecitta kręcono amerykańskie filmy, u europejskich mistrzów występowały hollywoodzkie gwiazdy, na ścieżkach dźwiękowych niepodzielnie rządziły pop-jazzowe tematy z obowiązkowym scatem i wibrafonem, Ursula Andress tańczyła w bikini z cynfolii, a Vadim i Losey kręcili psychodeliczne pierdółki o seksownych agentkach? Jeżeli nie, to obejrzyjcie sobie CQ… Albo przeczytajcie jakąś książkę na temat, bo tak naprawdę nie wiem, na ile dziełko Coppoli juniora wiernie oddaje klimat epoki. Z drugiej strony kogo właściwie obchodzi wierność? Zresztą o tyle o ile się orientuję, to wiele rzeczy się zgadza: alienacja, spódniczki mini, bohema, pop-art, psychodela, rewolucja (komunistyczna?), new age, generacja z nową eksplanacją, itd. W dodatku Coppola całkiem sprawnie oddaje atmosferkę tych wszystkich kampowych zapychaczy ekranów, których tyle się wtedy pojawiało, więc powiedzmy, że pod tym względem nie ma się czego przyczepić. Można się natomiast przyczepić warstwy fabularnej, która poza nieudaną ale mimo wszystko ciekawą wariacją nt. „8 i pół”, przedstawia się trochę gorzej. Okolice roku 1965. Młody, mieszkający w Paryżu amerykanin próbuje nakręcić „osobisty film”. Równolegle, żeby zarobić na rachunki pracuje na zapleczu psychodelicznego produkcyjniaka w stylu Barbarelli, gdzie poznaje mruczącą i seksowną Valentine. Niestety chłopak jest zbyt nieśmiały, żeby wykonać jakiś ruch, a poza tym ma już dziewczynę – trochę brzydszą  i lekko neurotyczną Marlenę, więc jedyne co mu pozostaje to hodowanie spleenu i generalnie snucie się po Paryżu. Taki jest z grubsza punkt wyjścia. Sam w sobie ani dobry ani zły – wszystko zależy od tego gdzie z niego pójdziemy.

Niestety Roman idzie z niego w kierunku indie-sztampy pod tytułem: nieśmiały i niezrozumiany bohater/artysta i (kontra?) powierzchowny świat komercji*. Stary dobry hollywoodzki trik fabularny, który niezależnym filmowcom z oczywistych chyba względów leży jak jeż na leżaku (!). Niektórzy obrońcy CQ skłonni są widzieć w nim konflikt prywatne(niekomunikowalne) vs publiczne(banalne) i chwała im za to, ale ja jakoś nie widzę, żeby Junior konsekwentnie mierzył w głębokoludzkie problemy. Dość powiedzieć, że w filmiku nie zabrakło nawet bucowatego macho, który zdobywa dziewczynę marzeń bohatera! Na wypadek gdyby ktoś miał na tym etapie jeszcze jakieś wątpliowści.

Co by jednak nie mówić, przy wszystkich wadach i płyciznach CQ to fajny filmik o ciekawej epoce, bardzo sprawnie zrobiony, z kilkoma niebanalnymi obserwacjami, Jasonem Schwartzmanem i przyzwoitym zakończeniem, które nie jest pokłonem ani w stronę hollywood, ani Felliniego, więc może nie jest aż tak źle.

* oczywiście to, że nasz bohater jest „głęboki” przyjąć musimy wyłącznie na podstawie jego „poetyckiego” filmu i ogólnej gamoniowatości, bo innych dowodów raczej brak.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s