sib #alicja w krainie arthałsu

1. Black Moon (Malle, 1975). W surrealizmie bardzo wiele zależy od jakości pomysłów – ich stopnia dziwności, absurdalności, jakiegoś specyficznego piękna – im jest wyższa tym większe szanse, że film/dzieło da radę, na co dobrym przykładem jest Czarny Księżyc, który mimo ocierania się o kompletny brak fabuły i sensu wciąga jak ciepłe, bulgoczące bagienko właśnie dzięki hipersurrealistycznym przyprawom. Właściwie przyprawy stanowią tutaj większość dania. Typowo fabularnego mięska jest tyle co kot na…ł – angielska prowincja, trwa jakaś wojna (płci?), blond dziewczę jedzie samochodem, dociera do samotnego dworku, w którym mieszkają Joe Dalessandro, jego siostra, babcia, zgraja gołych dzieci i gadające zwierzęta i… na tym fabuła się kończy, bo dalej jest już właściwie tylko precesja obrazów senno-bajkowych. Coś w stylu Alicji w krainie czarów dla przedziału 15 – 19 lat. Wszystko bardzo sprytnie poprowadzone, nastroje zmieniają się zanim staną się nudne, koszmar przechodzi w slapstick, zawodzące kwiatki, Joe Dalessandro śpiewa arie Wagnera (jeśli wierzyć napisom końcowym), zdziecinniała babcia konspiratorka, wciąż coś się dzieje. Piękny, sielski, osobny światek. Pierwszorzędna rozrywka dla patologicznych eskapistów.

2. Kuszenie świętego Tonu (Ounpuu, 2009). Wizuale (ascetyczne) na 5, atmosferka podkreślana przez muzykę na 5+, tylko o co chodzi z tym „kuszeniem”? Tonu jest beznadziejnie przeciętnym estońskim burżujem, któremu nagle zaczynają się przydarzać dziwne rzeczy. Początkowo wydawało mi się, że te dziwne rzeczy to sposób tajemnicznych sił, żeby wytrącić Tonu z tej jego beznadziejnie przeciętnej burżujskości, ale końcówka wskazuje raczej na to, że Tonu był kuszony do przejścia na stronę zła… Czyli, że wcześniej był dobry? Może to jakiś estoński inside joke? A może po prostu przerost formy nad treścią. Ale jak ktoś nie lubi przerostu formy nad treścią to nie lubi arthałsu.

3. Sunday Bloody Sunday (Schlesinger, 1971). Może nie jest to jeszcze arthałs, ale SuperKino Polsatu też nie, więc… Schelsinger opowiada o związkach w czasach obyczajowego rozchwiania, o zagubieniu, o tym, że ludzie szukają stabilizacji, szczęścia i bliskości, ale tradycyjne formy są już zbyt obce, o starzeniu się, o wspomnieniach, dostrzeganiu siebie w innych i odkrywaniu, że chociaż wiele się zmieniło, to tak naprawdę zmieniło się niewiele (scena z Barmicwą i śmiercią psa, kiedy bohaterowie przypominają sobie wydarzenia z dzieciństwa). Generalnie niewiele z tego wynika, chyba swego czasu sensacją było pokazanie homomiłości i homożycia bez jakiejś tragedii, przegięcia, itd. Krótko mówiąc Schlesinger trochę za bardzo zaufał shock-value ukazania dwóch gości bawiących się w tatę i mamę. (ps. ale słusznie zaufał shock-value ukazania dzieci palących gandzię i zarzucających Glendzie Jackson burżuazyjne przesądy).

4. Ciao Maschio (Ferreri, 1978). Pierwsze 1/2 godziny to prawie arcydzieło antyhollywoodzkiego euro-kina ad 1970 – sugestia postapokalipsy, wojsko w kombinezonach, pusty Nowy Jork, podziemna partyzantka feministyczna, trup King Konga na plaży… Ale co z tego, skoro dalej zaczynają się dłużyzny, banały i niepotrzebne udziwnienia? I nawet jeżeli nie jest to jakieś drastyczne obniżenie poziomu, to mimo wszystko szkoda zmarnowanej szansy, fajnego startu, trupa King Konga, Abigail Clayton, itd.

5. Synu, mój synu cóżeś ty uczynił? (Herzog, 2o09). „Poezja szaleństwa” (Herzog), nic dodać nic ująć. Czy ten konkretny przypadek mówi nam coś o kondycji człowieka, konforntuje z jakąś prawdą, tajemnicą? Według Herzoga raczej nie. Oczywiście poza tą prawdą i tajemnicą, że nie ma żadnej prawdy i tajemnicy – szaleńcy są po prostu fotogeniczni, gadają i robią dziwne rzeczy i często fatalnie kończą. To wszystko – nie ma nic pod spodem. Postmodernistyczny refren, ale bez melancholijnego kontrapunktu. Na samym końcu jest rewelacyjne podsumowanie w postaci ujęcia z piłką na drzewie – jakaś dziewczyna podchodzi, chwilę patrzy, wyciąga aparat i robi zdjęcie, potem jakieś dziecko wciśnie piłkę pod koszulę i cześć. Miód.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s