mr. freedom (1969)

reż. William Klein
scen. William Klein
wyst. John Abbey, Delphine Seyrig, Serge Gainsbourg

Po Europie rozlewa się czerwona zaraza – zagrożona jest Francja, a w dalszej perspektywie niestety także amerykański styl życia. W związku z tym władca Ameryki, dr Freedom, wysyła na Stary Kontynent swojego najlepszego superbohatera – Mistera Freedom – amerykańskiego jak hamburger z colą i płaskiego jak plakat z Wujkiem Samem kowboja w przebraniu footballisty, którego paranormalne umiejętności to gładka gadka i posunięty do granic absurdu fanatyzm. Jego głównym celem jest odnalezienie swojego francuskiego odpowiednika, Kapitana Formidable, oraz znautralizowanie przywódców komunistów – Mudżik Mana i Czerwonego Chinola…

Zarys fabuły przytaczam tylko i wyłącznie z powodu skrajnej niszowości dziełka Kleina. Tak naprawdę akcja nie ma większego znaczenia i prawie w 100% podporządkowana jest parodii amerykańskiej polityki zagranicznej z czasów eskalacji zimnej wojny. W formie przygód pana Wolność otrzymujemy więc dość czytelny „komentarz” do np. amerykańskiego wysiłku propagandowego (mr Freedom non stop organizuje wiece, na których opowiada o Land of Opportunities), zimnowojennego impasu dyplomatycznego (starcia z Mudżik Manem i Czerwonym Chinolem) i potencjalnej nuklearnej apokalipsy (Freedom wyposażony jest w Mega Ładunek).

Koniec końców wiernośc tematowi polityki amerykańskiej staje się gwoździem do trumny filmu Kleina. Gdzieś w połowie nagle robi się dziwnie poważnie i generalnie przestaje być wiadomo o co chodzi. Wątki się plączą, jakieś dziecko mówi panu Freedom, że się go boi, a nasz bohater doznaje w tym momencie takiego szoku, że kompletnie rozwala mu się spójny dotąd światopogląd. I tak do końca.

Inna sprawa, że mało kto ogląda „Mr. Freedom” ze względu na treść. Jeżeli film przejdzie do historii kina to raczej z powodu oryginalnej formy. To co Klein robi ze scenografią, kostiumami, a nawet grą aktorską i plenerami jest niesamowite, a czasami nawet wybitne. Wizualnie wymiata. W wikipedii wyczytałem, że zanim zajął się kręceniem filmów facet był gwiazdą francuskiego Vogue i fotograficznym rewolucjonistą – i wszystko jasne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s