szybko i bezboleśnie #9

1. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (Oplev, 2009). Ostanio widziałem w Polsacie odcinek jakiegoś serialu, może to było CSI cośtam, nie wiem, w każdym razie niewiele różniło się „Mężczyzn…”… A nawet było lepsze, bo nie zawierało tak absurdalnej bohaterki jak Lizabet Salander. Wątek z kuratorem: wtf? Jakbym miał ochotę na trzeciej świeżości klisze z rape & revenge explo to bym sobie zapuścił „Źródło” Bergmana. Jeżeli książka Larssona jest tak średnia jak to „dzieło” to ja gratuluję działowi reklamy, który zrobił z niej 8 cud świata.

2. Ostatni dzień lata (Konwicki, 1958). Nie ma to jak obejrzeć sobie film, w którym babka podchodząca pod 40-tkę gra „dziewczynę”. Poza tym cała ta powojonna płochliwość, niewinność, pragnienie bliskości, w ogóle cały ten zwichnięty bajzel – trochę ciężko się to kupuje… Ale abstrahując: antonioniowska lokalizacja, zwięzłość (60 min?), brak psychologicznych nieprawdopobieństw. Dlaczego ten facet głównie pisał (pisze?) książki?

3. Apartament (Wilder, 1960). Komedia omyłek, gagi, nieporozumienia, gierki słowne. Lemon gra prawie Chaplinowskiego trampa, czyli gościa, który jest tak nieudany, że w końcu po prostu nie może mu się nie udać. Plus garść wielkomiejsko-prefeministycznych patologii potraktowanych tak lekko i bezpretensjonalnie, że aż chce się uwierzyć w jakąś głęboko ironiczną intencję BW.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s