ostatni taniec salome / salome’s last dance (1988)

reż. Ken Russel
scen. Oscar Wilde, Ken Russel
wyst. Glenda Jackson, Stratford Johns, Nickolas Grace, Imogen Millais-Scott

Na Wildzie znam się jak świnia na fizyce kwantowej, ale w międzywierszowym temacie Salome (fatalna namiętność sprowadzająca nieszczęście) wyczuwam jakiś motyw autobiograficzny – ciotka żyjąca w wiktoriańskiej Anglii miała chyba do wyboru tylko brom albo nieszczęście. Albo twórczość artystyczną. Jeśli wierzyć Freudowi.

Co ciekawe, u Russela zmartwień nie uświadczysz. Wszyscy się dobrze bawią, dowcip skrzy się, leje szampan – od pierwszej sceny wiadomo, że film zrobiony został z intencją humorystyczną. Chłopak Wilde’a zabiera go do zaznajomionej agencji towarzyskiej, gdzie artystę czeka niespodzianka: personel wystawi jego zakazaną sztukę. Po krótkim wstępie i sekwencji z ilustracjami Beardsleya, Oscar rozsiada się na sofie, a na scenkę wkraczają Herod, Herodiata i ich piernicznięta córeczka Salome. Dalej, poza nielicznymi wyjątkami, jest po prostu adaptacja sztuki Wilda. Kazirodztwo, perwersje, dekadencja i ogólne rozpasanie. Genialny niskobudżetowy koncept. Praktycznie teatr telewizji, ale aktorzy stają tak daleko powyżej wysokości zadania, że rzecz ogląda się jak zwykły film kinowy.

Puenta. Film obejrzałem przypadkiem na TV4. Po fakcie sprawdziłem autora i doznałem lekkiego szoku – czegoś tak przystępnego po autorze „Odmiennych Stanów Świadomości” i „brytyjskim Żuławskim” w życiu bym się nie spodziewał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s