co gryzie gilberta grape / what’s eating gilbert grape (1993)

reż. Lasse Hallstrom
scen. Peter Hedges
wyst. Johnny Depp, Leonardo DiCaprio, Juliette Lewis, Mary Steenburgen, John C. Reilly, Crispin Glover

Czy film Hallstroma zasługuje na osobny wpis? Hmmmm… Tak i nie. Z jednej strony jest to obrazek w sumie niedaleko odbiegający od familijnego standardu tamtych czasów. Najważniejszym skutkiem kryzysu ekonomicznego był wzrost popytu na różne ciepłe, często prowincjonalne, lansujące Julię Roberts, Shirley McLaine i w ogólę americanę i zawsze ostatecznie pozytywne obrazki o różnych życiowych zakrętach, odnajdywaniu siebie i pokonywaniu wzniesień (dolin?). Czyli generalnie o wychodzeniu z kryzysu ekonomicznego. Sztuka zawsze ostatecznie jest o giełdzie (chyba, że rzeczywiście jest o giełdzie – wtedy jest o seksie).

I w tym sensie Gilbert Grape płynie niebezpiecznie blisko środka strumienia, ale…!

Jest przynajmniej kilka „ale”. Najmniejszym „ale” jest obsada. Co tu dużo mówić – ci ludzie wystąpili w prawdopodobnie wszystkich najważniejszych niezależnych produkcjach lat 90. I jeszcze w przynajmniej kilku blokbasterach. Johnny Depp to w ogóle chyba już osobny rozdział w historii kina? No i Juliette Lewis (pytanie za milion: jakiego wyznania jest Courtney Love filmu?).

Drugim w kolejności „ale” jest grandżowość. Nic na to nie poradzę. Mam sentyment do grunge’u. Fenomen kuluralny mojej młodości nie obrodził wieloma dziełami w sferze „pozamuzycznej”, więc cieszmy się tym, co pod grunge z jakimś tam przymrużeniem oka można chociaż podciągnąć. A Gilberta Grape’a moim zdaniem można. W końcu główny bohater przez cały film chodzi w sztruksowej kurtce! Kto potrzebuje więcej ten jest heretykiem.

Ostatnie „ale”. Gilbert Grape jest w 3D. Jedna z pierwszysch kwestii jakie wypowiada Depp jest o tym, że nie miałby nic przeciwko gdyby jego niedorozwinięty braciszek nie żył. Pozytywny bohater mówi, że chciałby, żeby osoba chora/upośledzona umysłowo była martwa. Czujecie ten powiew perwersyjnej świeżości? Depp mógłby w tym filmie grać kandydata na świeckiego świętego, albo jakąś inną kliszę, ale że jest Deppem to idzie parę kroków dalej. W jednym momencie jest bajkową głową rodziny, w drugim kutasem, a w trzecim zdezorientowanym nastolatkiem. Do tego dochodzi jeszcze jego fetyszystyczna relacja z młodszym bratem, która ma pewnie coś wspólnego ze śmiercią ojca*. Cudo. Pozostałe postaci nie są gorsze. Poza tym aktorzy grają na 120%, Sven Nykvist robi to co robi, Hallstrom epatuje patologią i nieszczęściami jakby zapomniał, że nie jest już w Europie… No i jest spoko. W końcu to tylko bajka.

* i do końca filmu nie zosaje przepracowana. welcome to hollywood.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s