szybko i bezboleśnie #3

1. Bigger than life (Ray, 1956). WTF? Film o nauczycielu, który uzależnia się od kortyzolu? I dostaje psychozy? I w pewnym momencie nawet chce zabić syna? A w tle typowe amerykańskie Pleasantville z lat 50? Brzmi jak parodia Lśnienia, albo zajawka jednego z tych przegiętych filmów Johna Watersa, a to niestety całkiem poważne zmierzenie się z tematem… zgubnego wpływu przedawkowania sterydów na pożycie rodzinne? Nie wiem. Poza scenami, w których Mason gra eskalację psychozy (czyli dziwnie się zachowuje i mówi śmieszne rzeczy) rzecz raczej nudna i niepotrzebna.

2. Dillinger e morto (Ferreri, 1969). Parodia „Obcego”*? Adaptacja Człowieka Jednowymiarowego? Jeżeli Ferreri chciał obśmiać/skrytykować dojrzałe społeczeństwo przemysłowe to raczej mu nie wyszło – natomiast całkiem fajnie wyszedł mu portret takiego camusowskiego odczłowieczonego Ostatniego Człowieka, faceta, który utknął w cogito i nie może (nie chce?) się wydostać. Film buddyjski, ale w tym złym sensie. To co robię nie ma znaczenia, ponieważ świat zewnętrzny nie istnieje. No i czerwony rewolwer w kropki.

3. C’était un rendez-vous (Lelouch, 1976). W pierwszym momencie momencie pomyślałem, że pic i fotomontaż, ale sprawdziłem i chyba jednak nie – wszystko zdarzyło się naprawdę (może poza dźwiękiem silnika). Najbardziej aspołeczny film jaki w życiu widziałem. Rewelacja.

* tego z 1942, a nie z 1979

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s