oni żyją w nocy / they live by night (1948)

reż. Nicholas Ray
scen. Nicholas Ray, Charles Shnee
wyst. Farley Granger, Cathy O’Donnell

Cinema’s not a competition, ale Ray wygrał już na etapie castingu. Cathy O’Donnel jest tak niewinno-chmurna, że zwoje same się prostują i stają dęba: uroczo zgorzkniała parobkówna z podupadłej farmy gdzieś na południu Juesej, nie całowała się jeszcze z chłopcem, ale już wie, że w życiu koniec końców wygrywa zawsze kasyno. Tylko siedzieć i zajadać popcorn.

Całe pierwsze 1/2 godziny OŻWN to coś w stylu prototypu „Pornografii” – głęboka prowincja, farma na którą bohaterowie „uciekają” przed wrogim (w „Pornografii” okupacyjnym, w „Oni…” policyjno-prawnym) światem, no i dwoje młodych podglądanych przez grono starych**. Różnica jest tylko taka, że w „Pornografii” niewinność młodej pary była fantazją narratora i jego dziwnego kolegi, natomiast w „Oni…” jest niewiadomo czyją fantazją, czyli chyba niczyją**, czyli nie jest fantazją, tylko rzeczywistością, czyli niegroźną fikcją, bo przecież młodość tak naprawdę nie jest niewinna, ani seksualnie, ani właściwie w żadnym innym sensie. Chyba, że o czymś nie wiem.

Co do samego filmu, to prawie w całości standardowa (może nawet Pierwsza) uciekająca-młoda-para i mimo że Ray w kwestii konwencji właściwie nie miał się na czym wzorować, to w OŻWN są już wszystkie elemnty, które sprawiają, że ten gatunek jest taki zaczepisty – młodość, sex, zbrodnia, wiara w miłość, zepsucie świata, policja, pistolety… I oczywiście ciążące widmo nieszczęśliwego końca. Tak tak. To musi się skończyć źle. Prawdziwa miłość jest niestety perwersyjna i aspołeczna, to ona jest prawdziwym przestępstwem, więc musi zostać zabita.

Poza tym Nickowi należy się dodatkowa nagroda za olanie muzyki nastrojowej. Między 4 a 34 minutą smyczki i inne śmieci pojawiają się najwyżej w postaci diegetycznej (potem z offu też lecą tylko sporadycznie, co w przypadku holiłódzkiego filmu z lat 40tych jest raczej ewenementem), zamiast nich świszcze wiatr, trąbi pociąg i dzieją się różne inne rzeczy, które razem tworzą specyficzny, jednocześnie oniryczny i surowy, nastrój. Krótko mówiąc jest przynajmniej ok. Co najmniej do połowy filmu. Zresztą dalej też nie jest źle, bo jak na h-łódzki film z lat 40 „nietelewizyjność” i nieanachroniczność OŻWN jest wręcz zadziwiająca.

* oczywiście chodzi mi o pierwszą scenę z „Bonnie i Clydea” Penna, ale może jestem przewrażliwiony.  no i czy to wciąż hipertekst jeżeli autor nie wiedział, że jego tekst stanie się hiper?
** w Porno starzy to oczywiście dwaj popierniczeni starsi panowie; w Ich Nocach starzy to złodzieje i… widownia?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s