amerykański przyjaciel / der amerikanische freund (1978)

reż. Wim Wenders
scen. Wim Wenders
wyst. Bruno Ganz, Dennis Hopper, Lisa Kreuzer, Nicholas Ray

Robby Muller to jeden z tych geniuszy, którzy nawet z pieprzonego „Gliniarza w przedszkolu” potrafiliby zrobić melancholijne dzieło sztuki. Nie to, żeby Amerykański Przyjaciel był jakąś szmirą, ale zdjęcia i tak katapultują film Wendersa przynajmniej o jedno piętro do góry. Te wszystkie puste ulice, neony, okna, wieżowce, ogólna alienacja – jeżeli nie unosi się nad tym duch Estesa, Goingsa & Co. to ja już nic nie wiem*.

Zresztą fotorealiści vs importowani z Europy (i europejscy) operatorzy lat 70 to temat na osobny bardzo długi tekst, natomiast w Amerykańskim Przyjacielu melancholia i pewna złowieszczość fotorealizmu jest o tyle na miejscu, że Wenders kręci w gruncie rzeczy typowy (pomijając różne auteurskie motywy) neo-noir. Jest nastrój, muzyczka, jest rozczarowany bohater/everyman, którego w toku akcji rolować będą źli ludzie, są zagraniczne podróże i pociągi (Hitchcock!), śmiem twierdzić, że jest nawet femme fatale (albo ściślej: homme fatale) – Dennis Hopper .

W klasycznym noir femme fatale przychodzi do rozczarowanego bohatera, daje mu jakieś zlecenie, a potem wplątuje w jakieś tajemnicze intrygi. W Amerykańskim Przyjacielu oglądamy natomiast wariant feministyczno/queerowy** powyższego motywu. Fatalny facet przychodzi do bohatera z nieistotną sprawą (oprawienie obrazu), a w intrygę wplątuje go za pośrednictwem tajemniczego francuza (który udowadnia Bruno Ganzowi, że jego choroba jest śmiertelna i zleca kilka zabójstw w zamian za konkretną sumkę zielonych). Potem fatalny facet „zakochuje” się w bohaterze i próbuje go uratować, ale machina jest już w ruchu (no i w ogóle pracuje konwencja), koniec końców cierpi więc bohater, cierpi jego rodzina, cierpią nawet Francuz, fatalny facet, kilku oprychów, cierpią pasażerowie karetki, itd…

Ale najbardziej cierpi widz lubiący sensację. Akcja AP kompletnie nie trzyma się kupy. Nie trzeba być Pauline Kael żeby się domyślić, że Wima bardziej od kryminału interesuje kontemplowanie różnych wariantów melancholii, cierpienia i zagubienia, a już na pewno kręci go kręcenie zderzenia „amerykańskości” z „europejskością”. Przez chwilę bawiłem się nawet w rozszyfrowywanie dialektycznych zawiłości tego zderzenia (sztuczność i naturalność, kłamstwo i prawda, pieniądze i przedmioty, postindustrial i industrial), ale potem dałem sobie spokój.

Ciekawsze jest to, że WW (przypadkowo lub nie) stworzył film, którego struktura jest odbiciem teamtu. Już wyjaśniam. Tematem AP jest psucie Bruno/Europy (i wszystkiego co reprezentuje czyli historii, wysokiej kultury, porządku) przez Dennisa/Amerykę (pieniądze, popkultura, chaos). Sam film natomiast zaczyna się autorsko, czyli Wysoko – potem coraz więcej miejsca zaczyna zajmować wątek noirowo-sensacyjny, czyli niski – a na koncu wszystko się rozpływa. Kultura zepsuta przez popkulturę. Lustrzane odbicie – Adaptacja.

* pośrednio unosi się chyba też duch Edwarda Hoppera – mam wrażenie, że fotorealiści to jakby jego „duchowe” dzieci. Zmęczenie, pustka, samotność i Ameryka.
** Przyjaciel jest luźną adaptacją „Gry Ripley’a” Patricii Highsmith.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s